Obsługiwane przez usługę Blogger.

"Kazimierz Wielki zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną". W ten sposób na stałe wpisał się do historii jako modernizator Państwa Polskiego. To bardzo ambitne wyzwanie dla tych, którzy również chcieliby się na stałe wpisać w historię Polski swoim okresem rządzenia.
Czas na cyfryzację Polski? Pewnie tak pomyślał współczesny PR-owiec.
"Nasz rząd zastał Polskę papierową, zostawi cyfrową". By to zrealizować specjalnym rozporządzeniem pod koniec 2015 roku powołano Ministerstwo Cyfryzacji. Złożoność tematu szybko ujawniła, że muszą się tym zajmować  bezpartyjni fachowcy. Było to jedyne takie ministerstwo w całym rządzie w latach 2015-2017. Polityczne zmiany wprowadzone na przełomie 2017/2018 spowodowały jedynie vacaty trudne do obsadzenia. Na stronie internetowej możemy znaleźć wytyczenie wizji jaką ma do spełnienia powołane ministerstwo. "Chcemy, żeby Polska była państwem innowacyjnym i przyjaznym, w którym interakcje między państwem, obywatelami i przedsiębiorcami są proste."
Pojawił się też plan odpowiedzialnego rozwoju obejmujący:
  • Reindustrializację,
  • Rozwój polskich firm,
  • Inteligentną innowację,
  • Dostępność kapitału,
  • Ekspansję zagraniczną.
Wyznaczono "13 strumieni prac" które mają doprowadzić nasz kraj do cyfryzacji. Trudno nie zgodzić się z tym bo jedynie PO podczas swoich rządów cokolwiek zrobiła w tej materii. Chodzi głównie o "jedno okienko" do załatwiania różnych spraw związanych z działalnością gospodarczą, oraz profil zaufany umożliwiający załatwianie spraw przez internet.

Trudno nazwać to postępem. Od kilku lat przerejestrowanie samochodu, ubezpieczenia i temu podobne sprawy załatwia się przez internet w Szwecji. Jak to funkcjonuje przekonałem się kupując "zabytkowy" samochód od znajomego. Siedząc u niego w domu w Polsce. Zaraz po podpisaniu umowy kupna-sprzedaży wszedł na stronę szwedzkiego wydziału komunikacji i już po chwili moje nazwisko widniało tam jako nowy właściciel pojazdu. W Polsce trwało to 4 miesiące. Kosztowało kilkanaście tłumaczeń różnych przypisów, które są na każdym dowodzie rejestracyjnym. Niestety urzędnicy nie chcieli nawet ich czytać. Nie interesowało ich to co napisała mi ambasada Szwecji. W końcu musiałem prosić o interwencję wiceprezydent miasta by wstrzymując urlop kierownikowi wydziału komunikacji zmusiła go do należytej pracy i załatwienia sprawy. Niestety dopiero potem dowiedziałem się ile kosztuje "bezkonfliktowe" załatwienie sprawy z urzędnikiem państwowym. "300 Euro i bym nie czekał." Samochód był wart nieco mniej....
Innym przykładem są Rejonowe Urzędy Pracy, które nie przyjmują dokumentów CEIDG i ZUS z internetu. Ma być pieczątka, podpis inaczej nic się nie załatwi. Może dzięki temu mamy tak niskie bezrobocie bo ludzie tracą cierpliwość do tej bandy gryzipiórków utrzymywanych z naszych podatków.  Chyba już wszędzie na świecie takie sprawy załatwia się przez internet, tylko nie u nas.

 Agresywna polityka rządu wobec obywateli, sądów, konstytucji, instytucji ekologicznych, praw człowieka itp. oraz nieodpowiedzialne działania Ministerstwa Obrony spowodowały wstrzymanie inwestycji zagranicznych, a przynajmniej w znacznym stopniu je ograniczyło. Samo zwiększenie konsumpcji wewnętrznej poprzez hojny program socjalny nie wystarczy do rozwoju Polski.
W tym celu, jako alternatywne źródło pozyskania pieniędzy powstał innowacyjny pomysł na stworzenie polskiej kryptowaluty.  W ten sposób rząd  mógłby zarabiać i co najważniejsze ściągnąć szeroki strumień pieniędzy od inwestorów.

Pomysł ratowania budżetu poprzez kryptowalutę nie jest nowy. Na świecie wiele bojkotowanych rządów, które mają problem  z  przestrzeganiem prawa i konstytucji planuje wprowadzenie takiej waluty. Przykładem może być dyktatura Nicolasa Maduro. Jego rządy to ciągła walka ze złymi, których widzi wszędzie. Podporządkował sobie sądy, policję, wojsko. Pozamykał wolne media i uczelnie. To spowodowało międzynarodowy bojkot i sankcje. Jednocześnie Wenezuela to kraj, który ma pokaźne złoża ropy naftowej. Maduro wymyślił by ich kryptowalutę "petro"oprzeć o parytet wenezuelskiej ropy naftowej. W ten sposób chce sfinansować swoją politykę wewnętrzną.


31 października 2008 Satoshi Nakamoto opublikował Białą Księgę (White Paper) zawierającą koncepcję działania Bitcoina - kryptowaluty wolnej od sterowania przez polityków i banki. Sam Satoshi Nakamoto to człowiek widmo. Nikt nie wie kim tak naprawdę jest. Wiadomo jedynie, że nad tą walutą pracował od 2006 roku. Potem na forach wymieniał się opiniami z innymi by zoptymalizować niezawodność waluty. Oficjalnie jest to 37 letni Japończyk. Podejrzewa się go o udział w sklepach internetowych w których można płacić bitcoinami. Niektórzy uważają, że Satoshi Nakamoto to grupa ludzi, konsorcjum lub jakiś rząd. Być może japoński.

Zaletą pieniądza elektronicznego jest jego  łatwy obrót oparty na modelu komunikacji sieciowej peer-to-peer (p2p). To umożliwia przesyłanie płatności online bezpośrednio od jednego podmiotu do drugiego bez konieczności przepływu transakcji poprzez instytucje finansowe. Niektórzy twierdzą, że wymyślono go by łatwiej dokonywać nielegalnych transakcji, prać brudne pieniądze i handlować narkotykami w internecie. W tym momencie pojawia się nazwisko Rossa Ublrichta, aresztowanego w 2013 roku.

Bitcoin to waluta zdecentralizowana, która nie zna granic. Dostępna jest wszędzie tam gdzie jest internet lub telefonia komórkowa. Można ją łatwo nabyć, przesłać. Nie ma limitów, ograniczeń, pośredników i prowizji bankowych. Wszelkie zmiany dokonywane w zasadach emisji bitcoina muszą zostać zatwierdzone demokratycznie przez odpowiednią ilość użytkowników. Twoje oszczędności zainwestowane w bitcoina nie podlegają komornikowi. Nie wie o nich rząd, bank, czy współmałżonek przy rozwodzie.  Bitcoin jest walutą ograniczoną w emisji. Może ich powstać tylko 21 milionów przez co jest walutą odporną na inflację z tytułu nadmiernej podaży. W ten sposób wywiera się presję deflacyjną. Każdy bitcoin dzieli się na 100 000 000 mniejszych jednostek, zwanych satoshi. Na rynku istniało już kilka kryptowalut. Na dzień dzisiejszy oprócz bitcoina utrzymał się jeszcze litecoin.

W początkowej fazie rozwoju 5.10.2009 ustalono, że 1 dolar to równowartość 1309 BTC.  Po 4 miesiącach bitcoin był w wartości 1 dolara. W grudniu 2017 osiągnął rekord w wysokości 19.666 dolarów.


Kurs bitcoina od początku podlegał dużym wahaniom. Amplituda zmian jest zadziwiająca. Zmiana wartości o 50 % to często dwa-trzy tygodnie. Ogólnie istnieje tendencja wzrostowa. Dzięki temu, że nad kursem bitcoina nie czuwa żaden bank łatwiej spekulantom lewarować  tę walutę.  To łatwe źródło dochodu. Należy zwrócić uwagę, że waluta ta ma duży wpływ na wzrost konsumpcji i inwestycji. Analizy wykazują, że wysoki kurs bitconia pozytywnie wpłynął na rynek Japonii. W ubiegłym roku sześciokrotnie wzrosłą tam kapitalizacja rynku bitcoina co przełożyło się na wzrost konsumpcji o około 2,5 mln dolarów. Dane potwierdzili niezależni ekonomiści Deutsche Banku.

Nie dziwię się że nad taką walutą pracują Wenezuela, czy Polska. Zwłaszcza, że dziewięć lat temu Polska należała do czołówki w oprogramowaniu blockchain niezbędnym do stworzenia i handlu kryprowalutą. Polskie Stowarzyszenie Bitcoin pod patronatem Ministerstwa Cyfryzacji zaczęło projektować uruchomienie rodzimej kryptowaluty. Na dofinansowanie projektów prowadzonych przez Polski Akcelerator Technologii Blockchain przeznaczono 12,4 mln złotych. Jednocześnie w 2016 roku znacznie zliberalizowano przepisy dotyczące posługiwaniem się bitcoinem. Między innymi obrót bitcoinem wyłączono z opodatkowania podatkiem VAT.

Jest to zgodne z wyrokiem z dnia 22.10.2015 r. Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który na wniosek szwedzkiego organu podatkowego badał sprawę opodatkowania handlu wirtualną walutą  bitcoin?

Należy sobie zadać pytanie czym jest bitcoin i czy jest on pieniądzem? 
Z pewnością jest towarem. Pieniądz ma funkcje uniwersalne nie ograniczone jedynie do działań w internecie. Bitcoin umożliwia jedynie działania w platformach internetowych. Do tego system blockchain to swoisty zdecentralizowany i rozproszony rejestr transakcji lub mówiąc inaczej jest to zdecentralizowana platforma transakcyjna w rozproszonej infrastrukturze sieciowej. Czyli umożliwia funkcjonowanie czarnego rynku poza kontrolą. Do tego dla wielu ekonomistów Bitcoin to typowy system argentyński (konsorcyjny), który rozwija się dopóki są chętni by wziąć w nim udział. Delikatnie mówiąc ostatni gasi światło.

Oczywiście deflacja i ujemne stopy depozytowe zachęcają do poszukiwania nowych instrumentów inwestycyjnych. Do tego dochodzi polityka rządu nie zachęcająca inwestorów do inwestowania swoich środków w państwo, gdzie załamał się system prawny. Czy jednak można ratować się wprowadzając kryptowalutę, do tego robić to pod patronatem państwa? Zwłaszcza "dobrej zmiany", która wprowadza powszechną inwigilację na poziomie banków, doradców podatkowych czy księgowych. Jednocześnie to państwo inwestuje w system blockchain ukrywający jawność dokonywanych transakcji. Jest też ryzyko PR-owskie. Przecież nie należymy do społeczeństwa rozumiejącego zasady liberalnej gospodarki rynkowej. Ciągle bardziej wierzymy w Amber Gold, czy kredyty we frankach niż inwestujemy chociażby w wykształcenie dzieci by zdobyły dobrze płatny zawód. I to na różnych poziomach. Nie inwestują rodzice i nie inwestuje Polska.

W połowie stycznia Ministerstwo Cyfryzacji ogłosiło, że nigdy nie pracowało nad polską kryptowalutą. Nie prowadziło żadnych projektów i badań z tym związanych. Cofnięto jednocześnie patronat dla Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain, który miał pracować nad stworzeniem wirtualnego pieniądza. Jak to "dobra zmiana" najpierw mówią, że nigdy w życiu, a potem, że cofnęli oficjalny patronat. Przypomniano, że obrót kryptowalutami jest poza jurysdykcją Ministerstwa Cyfryzacji. Jednocześnie wskazano, że takimi sprawami zajmuje się pewnie NBP i Komisja Nadzoru Finansowego. Co do wspierania rozwoju technologii rejestrów rozproszonych, to jak poinformowano, nie są to działania związane z uruchomieniem narodowej kryptowaluty o nazwie Digital PLN (dPLN). Jednocześnie pojawiła się informacja prezesa Polskiego Akceleratora Technologii Blockchain (PATB): "Stworzyliśmy kryptograficzną walutę, którą pozbawiliśmy cech spekulacyjnych. Chcemy dać naszej gospodarce niepodrabialny pieniądz, który nie wymaga drogiej infrastruktury, a przy okazji jego transfer jest ultraszybki".


 Wszystko wskazuje na to, że polska kryptowaluta jest już gotowa tylko brak chętnych do uroczystego przecięcia wstęgi i otwarcia butelek z szampanem. Czyżby PR-owiec zauważył że czas nie ten? Że suweren może to źle odczytać? A może pojawił się strach przed falstartem. Bitcoin nie miał tak oficjalnego sponsoringu a odniósł sukces. Debiut Digital PLN w towarzystwie wenezuelskiego "perto" mógłby być źle odebrany wśród inwestorów zwłaszcza, że rokowania "petro" są kiepskie. Musimy też pamiętać że rynek kryptowalut jest prawnie zakazany w wielu państwach na świecie w tym w Chinach. Przecież nasz rząd bardzo zabiega o wsparcie finansowe z Chin. Węgry dużo zyskały na polityce przyjaznej zarówno Chinom jak i Rosji.
Czas na sukces po polsku, zwłaszcza w zakresie cyfryzacji to nadal bardzo wrażliwy i niewygodny temat.


#kryptowaluta #bitcoin #Digital PLN #Ministerstwo Cyfryzacji #Polski Akcelerator Technologii Blockchain

Ministerstwo cyfryzacji. Bitcoin PL (dPLN)


   Dochód z nieujawnionego źródła zawsze był przedmiotem zainteresowania organów kontrolnych. W okresie międzywojennym mówił o tym bodajże artykuł 138. ówczesnej ordynacji podatkowej. W czasach PRL-u był to słynny artykuł 8. W Urzędach i Izbach Skarbowych były specjalne "wydziały wyjaśniające" zajmujące się kontrolą ludzi pod względem nieujawnionych dochodów. Nie były to zresztą trudne zadania. W tak zwanej komunie każdy oficjalnie zarabiał grosze, a wydawał kilka razy więcej. Różnego rodzaju fuchy, drobny handelek, praca u prywaciarzy, czy badylarzy pozwalała ludziom związać koniec z końcem. Nawet warzywa, czy kwiaty z ogródka przydomowego dawały w sezonie co najmniej jedną dodatkową pensję. Praca dodatkowa w sektorze prywatnym to było już kilka pensji, czasem nawet 10 razy tyle co zarabiało się oficjalnie. Do tego urzędy miały specjalne tabele i wygórowane przeliczniki w których było podane ile powinno się mieć pieniędzy na jedną osobę by przeżyć. To śmieszne bo pensja urzędników skarbówki była tak niska, że gdyby ich dochody przeliczyć według tych tabel każdy z nich musiałby płacić kary za dochód z nieujawnionego źródła.

   Urzędnicy dobrze o tym wiedzieli, ale zasada karania prywaciarzy i badylarzy była obowiązkowa. Za dochód z nieujawnionego źródła naliczano dwukrotność najwyższych zryczałtowanych podatków. Obejmowano nim cały okres kiedy podejrzewano prowadzenie działalności, plus karę w zależności od woli naczelnika, który ustalał ją jako wielokrotność należnego podatku. Co ciekawe kara ta podlegała okresowym amnestiom. Amnestie były dość częste, ale obejmowały jedynie wyższe kwoty. Często było tak, że drobni rzemieślnicy czy sprzedawcy warzyw i kwiatów z własnej działki płacili kary, a prawdziwi przestępcy byli zwalniani z kar. Nagradzanie urzędników za karanie osób prowadzących działalność gospodarczą zachęcało ich do przeróżnych nadużyć. Pamiętam karę za to, że wnuczka sklepikarza narysowała dziadkowi kotka w odpowiedniku dzisiejszej KPiR. Była też kara z doniesienia pani prokurator o tym, że dała jakiemuś dziecku na lody za pilnowanie auta. Wezwano matkę i musiała płacić jakby prowadzili rodzinny parking strzeżony.


    Głównym źródłem informacji dla wydziałów wyjaśniających działających przy urzędach skarbowych były informacje celne sporządzane przez pograniczników. Były też notatki Milicji i ORMO. W PRL-u  bardzo poważnie były traktowane donosy od zazdrosnych sąsiadów. Dopiero Jaruzelski zalecił by rozpatrywać jedynie te podpisane swprawdzonymi danymi donosiciela. Nie wiadomo na ile był to chwyt propagandowy. Otworzenie własnej działalności w czasach PRL-u nie było łatwe. Trzeba było mieć zgody Spółdzielni Rzemieślniczej. Czyli istniejąca konkurencja musiała wyrazić zgodę na otworzenie działalności komuś nowemu. Poza tym były problemy techniczne. Lokal musiał mieć zgody różnych "fachowców"  wyrażających zgodę na prowadzenie działalności. Nawet musiał przyjść "Pan Kominiarz" i podpisać zgodę na prowadzenie firmy, bez względu na to czy miało się komin. W niektórych przypadkach na kupno surowca trzeba było mieć wsad dewizowy co skutecznie blokowało uruchomienie działalności, bo dewizy można było mieć jedynie dzięki eksportowi towarów, a trudno było je zrobić bez surowca.

   Dlaczego piszemy o tym tak dokładnie?
   Bo wszytko wskazuje na to, że te czasy wcale nie minęły. Jedynie przez kilka lat o nich zapomnieliśmy. Liberalizm i wolność gospodarcza znowu mogą być jedynie marzeniem. Nadchodzące czasy mogą ponownie być czasami powszechnej inwigilacji nas podatników prowadzących własną działalność. Piszę podatników bo przez te lata otworzenie własnej działalności było banalnie proste. Za to nie wszystkim taką działalność chciało się otwierać. Wiele osób działa jedynie podszywając się pod uczciwych płatników podatków. Urzędy skarbowe do tej pory nawet na to nie reagowały, a władze miast przymykały oko na niezarejestrowaną działalność wprowadzając dla niektórych jedynie opłatę targową. Dużo łatwiej jest sprawdzić płatników podatków niż udowodnić komuś że prowadzi działalność niezarejestrowaną. W ten sposób do obrotu dostaje się duża ilość towaru z przemytu, czy niezarejestrowanej działalności. Tego nikt nie kontroluje.
   Nie oznacza to, że w urzędach skarbowych nie ma komórek organizacyjnych szukających oszustów podatkowych. Tyle, że do rozliczania spółek muszą mieć oni dużo lepsze wykształcenie i wyższe płace. Biegli rewidenci są w cenie.


   W ostatnich latach kontrole najczęściej wynikały z przypadku lub z donosu. Sezonowo były kontrolowane konkretne branże, czy centra handlowe. Przy zbyt dużych stratach wysyłano listownie prośbę o przeprowadzenie remanentu by w ten sposób zapobiec nadmiernym odliczeniom od dochodu i zebrać większy podatek
.
    Teraz to wszystko ma się całkowicie zmienić i nie wynika to jedynie z przepisów jakie wprowadziła "dobra zmiana".

    Kto jak nie bankier najlepiej wie jak pierze się brudne pieniądze?
    Powierzenie bankierowi przeprowadzenie zmian w przepisach podatkowych było z pewnością dobrze przemyślanym zabiegiem dla tych, którzy chcą wycisnąć z podatników jak najwięcej pieniędzy.
Wystarczyło zobaczyć film "Vabank II, czyli riposta" by już mieć wyrobione zdanie o bankierach i sposobach jak zarabiają pieniądze. Nie ma znaczenia czy podatnicy będą mieć za co prowadzić dalszą działalność. Władza mówi to samo jak z lekarzami-rezydentami. Jak chcą niech wyjeżdżają.
   Po stworzeniu struktur Krajowej Administracji Skarbowej kolejnymi narzędziami prześwietlania podatników będzie powszechna sprawozdawczość podatkowa w formie JKP i stworzenie Centralnego Rejestru Faktur. Ten powszechny horyzontalny monitoring wszystkich oficjalnych operacji jakie dokonują podatnicy w całej Polsce to będzie rewolucja powszechnej inwigilacji osób działających oficjalnie. Szarą strefą nikt nie będzie się na razie zajmować. W drugim etapie specjalne algorytmy wskażą podmioty podejrzane, a być może zakażą działalności firmom, które generują jedynie straty. Tak już było teraz gdzie o zawieszeniu z urzędu podatnicy dowiadywali się przypadkiem ze strony GEIDG.


    Na tym jednak nie koniec. Wchodzi w życie system "zawieszania prawa do korekty VAT". W określonych przypadkach ustawodawca uniemożliwia podatnikowi realizację korektę VAT poprzez zawieszenie. W skrócie określa to przypadek, gdy pomyłkę zauważy Urząd Skarbowy zanim zauważy ją podatnik. Powraca również pomysł sygnalizowany przez poprzednią ekipę polegający na zapobieganiu  świadomego wykorzystywania prawa na korzyść podatnika. Już gdy rządziła PO jeżyły mi się włosy, gdy starałem się zrozumieć o co im chodzi. Teraz pomysł ten ubrano w wyjątkowo okrągłe słowa: "Klauzula obejścia prawa podatkowego (GAAR) ma przeciwdziałać agresywnemu planowaniu podatkowemu, które niejednokrotnie prowadzi do unikania płacenia daniny". Może powinno się pisać "dziesięciny" to byłoby jeszcze ładniej. Ja to rozumiem jednoznacznie. Jeżeli postępuję zgodnie z przepisami, nie mam żadnych błędów, pomyłek, uczciwie płacę podatki to i tak kontrolujący mnie urzędnik ukarze mnie, że postępuję zgodnie z prawem bo jest ta klauzula.
  Klauzula obejścia prawa podatkowego, nazywana również klauzulą anty-abuzywną (SAAR lub GAAR) teoretycznie powinna stanowić rodzaj instrumentu uzupełniającego w polskim porządku prawno-podatkowym. Jednak powiązanie jej wprowadzenia wraz z nowymi regulacjami dotyczącymi doradców podatkowych jasno dowodzi, że rząd stara się w ten sposób zastraszyć podmioty gospodarcze stosujące optymalizację podatkową. Przecież ustawową rolą osoby prowadzącej działalność gospodarczą jest rozwój i osiąganie zysku. W innym przypadku naraża swoją firmę na straty. W przypadku spółek prawnych jest to nawet karalne. Stosowanie optymalizacji podatkowej jest jak najbardziej wskazane i co najważniejsze w Polsce całkowicie legalne!




 Klauzula ma odnosić się do wyselekcjonowanych typów transakcji zapewniających duże oszczędności podatkowe (a więc potencjalnie prowadzących do znacznego uszczuplenia dochodów budżetu państwa). W myśl klauzuli organ podatkowy może odmówić podatnikowi osiągnięcia korzyści podatkowej (lub zanegować korzyść podatkową już osiągniętą) będącej efektem tej czynności, jeśli czynność ta będzie posiadać wszystkie trzy następujące cechy:
 -  osiągnięcie korzyści podatkowej,
 - wyżej wymieniona korzyść podatkowa będzie sprzeczna z celem ustawy podatkowej,
 - działanie zostanie uznane za mające charakter sztuczny(?).

   Przyznam się, że w PRL-u było to prostsze. Wchodziło się do naczelnika Urzędu Skarbowego by załatwić jakąś bzdurę wymagającą jego parafki, on podsuwał jakąś skarbonkę, przykładowo na budowę Centrum Zdrowia Dziecka i było "po Bożemu". Wiadomo masz płacić haracz i już. Teraz będziemy płacić ustawowo z byle powodu, urzędnikowi który musi się wykazać. Tylko, że z tych samych politycznych powodów co w czasach "komuny". Tak będzie w dużych miastach. Strach pomyśleć jak będzie to wyglądało w małych gminach na prowincji. Tym bardziej, że zmieniono przepisy wyborcze. Osoby które będą po wyborach w samorządach kompletnie nie będą mieć nic wspólnego ze społecznością gminy z której biorą pieniądze. Wyposażeni w taki instrument skutecznie zmuszą lokalnych przedsiębiorców do zmiany siedziby firmy lub jej likwidacji, no chyba że przyjmą zasady "dobrej zmiany". Co ciekawe organ kontrolny może nie tylko pozbawić przedsiębiorcę ulgi podatkowej. Ustawa przewiduje podjęcie czynności adekwatnej do zaistniałej tak by nie była ona sztuczna. To kto poniesie konsekwencje czynności podjętej przez urzędnika i jakim prawem będzie on dokonywał jakichkolwiek działań w czyjejś firmie?



   Trudno nie mieć wrażenia, że wytyczne do przyszłych działań są już zbierane. Dodatkowo Ministerstwo Finansów robi wszystko, aby zwiększyć w Polsce brak stabilności otoczenia w zakresie prawno-podatkowym. Na dniach stanie się faktem nakazowa inwigilacja podatników przez banki, doradców podatkowych, adwokatów i radców prawnych. Dodając do tego pełną kontrolę nad sądami mamy obraz jak będzie wyglądać nasza "wolność gospodarcza" od 2018 roku. To całkowicie nie da się porównać z czasami PRL-u, gdzie nawet w czasach stalinowskich nie było aż takiej inwigilacji.
   Projekt zmian jakie chce wprowadzić Ministerstwo Finansów jest oburzający. Nie sposób się nie zgodzić ze stanowiskiem Krajowej Rady Doradców Podatkowych (opublikowanym 15 listopada), które jasno i wyraźnie sprzeciwia się ograniczeniu tajemnicy zawodowej przedstawicieli zawodów zaufania publicznego. Podobne zdanie mają radcy prawni, adwokaci i banki.


  Przypominam, że jeszcze niedawno majstrowano przy radach adwokackich i nadzorujących ich kolegiach. Pewnie nieposłuszni będą wkrótce usuwani z wykonywanego zawodu.

   Po co rządzącym tak dalekie zmiany w systemie podatkowym?
   Dlaczego tak bardzo chcą ubezwłasnowolnić przedsiębiorców?
   Do czego doprowadzi tak daleko posunięta inwigilacja?

   Zobaczymy w nadchodzącym roku ....

#inwigilacja #MSP #klauzula obejścia prawa podatkowego #ordynacja podatkowa #GAAR #Ministerstwo Finansów #doradcy podatkowi #optymalizacja podatkowa

Inwigilacja MSP. Klauzula obejścia prawa podatkowego (GAAR)


   Przepisy podatkowe w formie jednolitego tekstu ustawy o Ordynacji podatkowej po raz pierwszy zebrano i uchwalono 29 sierpnia 1997 roku. Od tego czasu podlega ona ciągłym zmianom i nowelizacjom. Te które mają wejść od 1 stycznia 2018 roku są dość istotne dla większości podatników. Oto kilka najważniejszych zmian jakie nas czekają wraz z nadejściem nowego roku.

  1. Przede wszystkim od 1 stycznia 2018 r. wzrośnie kwota wolna od podatku do 8 tys. zł z obecnych 6,6 tys. zł. Dotyczy to jedynie osoby które rocznie mają dochody do 13 tyś złotych. Dla innych podatników nic się nie zmieni.

   2. Twórcy prowadzący działalność w zakresie architektury, literatury pięknej, sztuk plastycznych, muzyki, fotografiki, twórczości audiowizualnej, programów komputerowych, dziennikarstwa, sztuki aktorskiej i estradowej czy publicystyki także zyskają na noweli ustaw o PIT, CIT i ryczałcie. Od 1 stycznia 2018 limit 50-proc. kosztów uzyskania przychodów zostanie podwyższony z obecnych 42 764 zł do 85 528 zł.

   3. Zostaną zmienione zasady opodatkowania przychodów z tytułu najmu. Wzrośnie kwota ryczałtu do 12,5% dla przychodów ponad kwotę 100 tyś. zł.

   4. Jednolity plik kontrolny zostanie wprowadzony dla wszystkich.
Patrz artykuły część 1 i część 2 .


   5. Opóźnia się projekt zmian w sprawie split payment. Obecnie zapowiada się o wprowadzeniu zmian od kwietnia lub lipca. Zmiana ma wprowadzić mechanizm podzielonej płatności dla płatników VAT. Pisaliśmy o tym w artykule na stronie http://www.zasadyogolne.info/2017/05/uszczelnienie-vat-poprzez-split-payment.html .

   6. Dane podatkowe największych firm będą jawne. Sprawa dotyczy podatku CIT, więc nie planuję podawać więcej informacji na ten temat.

  7. Zniesienie limitu składek do ZUS nie jest jeszcze uchwalone, ale ma wejść w życie w 2018 roku.

  8. Kolejne zwiększenie uprawnień Krajowej Administracji Skarbowej. Najistotniejszą zmianą będzie możliwość korzystania z przetwarzanych przez banki informacji (STIR) stanowiących tajemnicę bankową oraz informacji dotyczących umów o obrocie instrumentami finansowymi.



   9. W marcu 2018 roku zostaną wprowadzone ułatwienia zawarte w Konstytucji Biznesu. Zmiany dotyczą pakietu pięciu projektów ustaw dot. zmian w prawie gospodarczym.

       a. Zostanie wprowadzone pojęcie działalności nierejestrowej. Będzie to działalność na najmniejszą skalę (przychody miesięczne do 50 proc. minimalnego wynagrodzenia), która nie będzie uznawana za działalność gospodarczą i nie będzie podlegać rejestracji w CEID. 

       b. Konstytucja zniesie obowiązek posługiwania się przez przedsiębiorców numerem REGON w relacjach z urzędami. Numer REGON dla przedsiębiorców będzie stopniowo wycofywany z obrotu.

       c. Zostanie wprowadzona  "ulga na start" - zwolnienie ze składek na ubezpieczenie społeczne dla początkujących przedsiębiorców przez pierwsze sześć miesięcy prowadzenia działalności gospodarczej.

       d. Konstytucja Biznesu przewiduje też utworzenie instytucji Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Planowany jest on jako organ interwencyjny w sprawach, gdzie naruszane są prawa przedsiębiorców.

   10. Zaliczka na podatek dochodowy będzie dobrowolna. Dotyczy to zarówno PIT jak i CIT. Zaliczka stanie się obowiązkowa dopiero po przekroczeniu podatku należnego w wysokości 1000 zł.

   11. Od połowy 2018 roku zaczną obowiązywać przepisy, wymuszające posiadanie terminali płatniczych. Firmy mają kasy fiskalne będą miały obowiązek udostępnić klientom możliwość dokonywania płatności bezgotówkowych. Płacenia przelewem, kartą, blikiem czy telefonem.


   12. Od 1 stycznia 2018 r. wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców z państw spoza UE/EOG przy pracach sezonowych.

   13. Pracodawcy przestaną pomagać w składaniu rozliczenia rocznego swoich pracowników. Do tej pory pracownik, który uzyskiwał dochody tylko u jednego pracodawcy, mógł skorzystać z pomocy zakładu pracy w rozliczeniu PIT-u. Teraz pracownik będzie musiał wypełniać rozliczenie roczne samemu lub z pomocą urzędu skarbowego po złożeniu stosownego wniosku (PIT-WZ).

   14. Zmiany w ZUS:

       a. Osoby prowadzące działalność gospodarczą będą mieć już tylko jedno osobiste konto do wpłacania składek. Pisaliśmy o tym w listopadzie http://www.zasadyogolne.info/2017/11/zmiany-w-zus-konto-osobiste.html .
    
       b. Zniesienie restrykcyjnych kar przez ZUS. Obecnie przedsiębiorca zagrożony jest gigantycznymi karami za niedopełnienie drobnych urzędowych obowiązków. Przykładowo za niezapłacenie składki na Fundusz Pracy grozi grzywna w wysokości 3000 zł. To bardzo często popełniany błąd przez nowych przedsiębiorców, którzy po okresie płacenia niższego ZUS zapominają o płaceniu tej składki. Podobne kary czekają na nas gdy nie zapłacimy składki w terminie, czy (o zgrozo) nie wyślemy w terminie jakiejś deklaracji, na przykład DRA czy ZWUA. Tej ostatniej nie wysyła się w przypadku korzystania w ramach skorzystania z jednego okienka na stronie CEIDG przy wznowieniu działalności przez osobę zatrudnioną na pełen etat. Wówczas wystarczy wysłać jedynie deklarację ZZA. Jednak musimy sprawdzić czy system dobrze przetworzył nasze zgłoszenie o wznowieniu działalności. Jak tego nie wyjaśnimy w ciągu siedmiu dni grozi nam kara 3000 zł. Minister Sprawiedliwości zalecił korektę tej kary nie wyznaczając wysokości kary minimalnej.
  

#ordynacja podatkowa #zmiany w przepisach podatkowych #podatki 2018 #VAT 2018 #ZUS 2018 #podatek dochodowy 2018

Ordynacja podatkowa. Najważniejsze zmiany 2018 r.


Blisko piętnaście lat temu skusiliśmy się na pierwszą kartę kredytową w swoim życiu. Chodząc po jednym z marketów budowlanych zastanawialiśmy się nad wyborem paneli podłogowych. Gdy obliczałem zgromadzone w kieszeni pieniądze podeszła miła pani i zaproponowała ich kupno w 36 nieoprocentowanych ratach. Zanim żona dokonała wyboru rodzaju paneli ja już miałem w kieszeni gotową do zakupów kartę kredytową. Wszystko trwało 15 minut. Dość szybko karta kredytowa stała się dla nas możliwością remontu domu, rozbudowy warsztatu. Co ciekawe, wszystko można było robić bez zbędnego napinania się. Nawet nie trzeba było odmawiać sobie wyjazdów wakacyjnych na których również karta kredytowa była sponsorem. Przelicznik z Euro był dużo lepszy niż w kantorach, a za wakacje płaciło się w końcówce września, lub w październiku i to bez żadnych odsetek, czy opłat. Dużym ułatwieniem przy wyjazdach jest możliwość kupowania winiet przez internet. Każdy kto szukał stacji benzynowej, gdzie sprzedają winiety wiedzą o czym piszę. To samo jest z płatnością za autostrady. W "cywilizowanych państwach" są specjalne bramki dla tych co płacą kartą płatniczą. Obsługa trwa sekundy. Wkładamy bilet wjazdu, zbliżamy kartę i po robocie. Nie ma tam nawet konieczności wbijania PIN.
Pamiętam też kupno w okazyjnej cenie samochodu. Przechodząc obok dealera trafiłem okazję, której jedynym warunkiem było wpłacenie zaliczki. 
Zawsze spłacałem regularnie zadłużenie więc utrzymanie karty kredytowej nic mnie nie kosztowało. To były po prostu zakupy z opóźnionym terminem płatności, nie licząc rabatów i nieoprocentowanej sprzedaży ratalnej w sklepie budowlanym i markecie spożywczym, bo wkrótce i tam założyłem kartę kredytową z tego samego banku. 
Kupno chleba na raty? 
Może nie chleba, ale urządzanie chrzcin, urodzin czy imprezy integracyjnej dla pracowników kosztuje. Dlaczego nie skorzystać z nieoprocentowanych rat skoro jest taka możliwość.  Do tego dostaje się różne nagrody. Sprzęt medyczny, turystyczny, sportowy, zabawki dla dzieci, garnki, sztućce, sprzęt ADG itp. Praktycznie co roku różne gadżety na kwotę około 400 zł.

Karta kredytowa świetnie zastępuje kieszonkowe dla dzieci. Mogą nią robić drobne zakupy w sklepach internetowych, czy płacić nią w sklepiku szkolnym. dzięki temu nie muszą nosić do szkoły gotówki. Oczywiście można na niej ustawić limit wydatków dziennych, lub zastosować kartę kredytową prepaid.

Czym jest karta kredytowa?
Karta kredytowa jest kartą płatniczą z tym, że nie korzystamy ze zgromadzonych na koncie środków, ale wydajemy pieniądze banku a conto w ramach posiadanego limitu. W zależności kiedy i w jakiej wysokości dokonamy spłaty zadłużenia będzie obciążone odsetkami lub nie. Potrzeba zakładania karty kredytowej powstała na skutek zmian dotyczących kart płatniczych wydawanych do konta osobistego. Wprowadzenie karty debetowej jest moim zdaniem całkowitym zaprzeczeniem jej nazwy. Debet oznacza ujemny stan środków płatniczych na koncie. Banki bardzo chętnie karzą swoich klientów za taką "nieodpowiedzialność". Karta debetowa jest obciążona limitem wydatków uniemożliwiającym doprowadzenie konta do debetu. Wynika z tego, że karta debetowa to karta która chroni nas przed debetem. Zapobiega korzystania ze środków których nie mamy w przeciwieństwie do karty kredytowej.

Mnie osobiście karta debetowa służy jedynie do wpłacania gotówki (utargów) na konto z którego potem spłacam kartę kredytową i robię inne opłaty.

Dla klientów prowadzących działalność gospodarczą niektóre banki oferują specjalne karty kredytowe dla firm, z podwyższonym limitem transakcji nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Przypominam, że płatność kartą płatniczą jest udokumentowaną formą płatności w myśl przepisów dotyczących zakazu płatności gotówką za faktury powyżej 15 tyś. zł.

Karty kredytowe mają tyle samo zwolenników co przeciwników. Z pewnością zachęcają nas do swobodniejszego wydawania pieniędzy. Nie obliczamy się z zasobnością portfela w dniu robienia zakupów, bo będziemy za nie płacić za blisko dwa miesiące.
To jak w reklamie:
- Cieszę się że zrobiłem zakupy na święta!
- a dlaczego się cieszysz?
- bo zapłacę za nie w marcu!
Używanie karty kredytowej wymaga dyscypliny podczas robienia zakupów. Co najważniejsze wymaga również w miarę stałych dochodów. Nie każdy użytkownik karty kredytowej ma te cechy, a wówczas karta kredytowa może stać się problemem.

Oprocentowanie wydatków, które nie są spłacone w terminie bezodsetkowym to nawet ponad 10 %. Oczywiście do korzystania z takiego kredytu zachęca łatwość w jego uzyskaniu.  Dostaje się go bez pytania, i tylko w przypadku chęci wypłacenia gotówki trzeba dzwonić do banku, a i to nie zawsze.



W historii używania przeze mnie karty kredytowej raz korzystałem z oprocentowanej pożyczki. Było to właśnie z czasie budowy, gdy w sklepie, gdzie płaciłem kartą była promocja na 36 rat bez odsetek. Ponieważ moje zakupy przekraczały kwotę 15 tyś złotych kierownik dał mi dodatkowo rabat. Wystarczyło wskazać jakie ceny są u konkurencji, a on dał mi dodatkowy upust 5 % od ich cen.

O tym, że karty kredytowe nam się opłacają już wyjaśniłem we wstępie. Dlaczego jednak mają się one opłacać bankom? Głównie z powodu opłat jakie ponoszą sklepy z korzystania z terminali i  kredytów komercyjnych klientów rezygnujących ze spłaty w okresie bezodsetkowym. W niektórych bankach są pobierane opłaty za wydanie i korzystanie z kart płatniczych. Opłatą obciążane są wypłaty gotówkowe.



Różne też jest podejście banków do płatności kartą kredytową w innej walucie. Mimo że są to opłaty bezgotówkowe pobierają one prowizję, a waluty są przeliczane po komercyjnych kursach banków. Znane są też przypadki podwójnego ich przeliczania.

Właśnie wprowadzenie niekorzystnych warunków płacenia kartą w Euro było powodem naszej rezygnacji z dotychczasowych kart kredytowych. Ban wprowadził "2 % prowizję za przeliczanie", chociaż tak naprawdę przy przeliczeniach MasterCard stosuje własną tabelę. To i tak nie jest najgorzej bo są banki gdzie przelicznik jest typowo komercyjny, mimo, że mają inne tabele przeliczeniowe w swoich kantorach walutowych. 

W portfelach Polaków znajduje się 6,2 mln kart kredytowych, z czego 3,8 mln jest aktywnych. To powoduje, że banki muszę mieć w gotowości środki na pokrycie potencjalnych zakupów przez posiadaczy kart. A pieniądze te nie "pracują". Właściciele kart wykorzystują średnio 40 proc. przyznanych im limitów. Średni limit na przyznanych kartach kredytowych wynosi niecałe 5 tys. zł.
Na całą populację posiadaczy kart  kredytowych 90-dniowe opóźnienie w obsłudze zadłużenia ma 10% aktywnych użytkowników. Wynika z tego że nie jest to produkt bankowy obciążony nadmiernym ryzykiem. Mimo to banki coraz częściej kierują się chęcią zysku i coraz trudniej znaleźć dobrą ofertę kart kredytowych za których użytkowanie dostaniemy jakieś bonusy, jak te karty które zakładaliśmy 15 lat temu.


Tamte karty były związane z konkretnymi sklepami. Bezpośrednio wpływały na zwiększenie zainteresowania zakupami w tych sklepach. Były programem lojalnościowym, który przyciągał klientów. Kupowało się nie tam, gdzie było taniej, ale tam gdzie płaciło się za zakupy w ratach. Dziś ciężko znaleźć takie promocje. W zasadzie znalazłem jedynie jedną związaną w operatorem sieci komórkowej w której bonusem jest rabat kwotowy na rachunku za telefon.

Oferowana przez nich karta kredytowa jest chyba w porządku, ale niska jakość obsługi i dwumiesięczny bezowocny okres oczekiwania na kartę spowodował, że zrezygnowałem z ich oferty.

Są jednak na rynku oferty bez opłat przy spełnieniu odpowiednich warunków. Nie ma też niekorzystnych przewalutowań i prowizji za przeliczenie. Również obsługa jest bez zarzutu i wszystko załatwia się na oświadczenie, prze telefon. Jedynie umowę podpisuje się osobiście, no ale to z pewnością jest dziś koniecznością, chociaż niektóre instytucje w takich sytuacjach korzystają z kuriera, by to on sprawdził czy osoba legitymuje się właściwym dowodem osobistym.




MasterCard czy Visa.
Karty kredytowe jakie są nam oferowane mogą być wydawane przez MasterCard lub Visa. Różnica dotyczy głównie zasad płatności w innej walucie niż złotówki. W przypadku kart Visa przeliczenie następuje według tabeli przeliczeniowej Visa która jest nieco mniej korzystna jak ta którą ma MasterCard. Jednak w przypadku MasterCard bank może wprowadzić własne zasady przeliczania płatności kartą i własną komercyjną tabelę przeliczeniową, a nawet podwójny spread.

Do tej pory moje płatności za granicą mimo że z karty MasterCard były przeliczane na niezwykle korzystnych warunkach. Nie było ani wygórowanego spreadu ani prowizji za przeliczenie. Nie testowałem Visy ale z wydaje mi się że ich tabela jest mniej korzystna od MasterCard. Jednak w regulaminach kart kredytowych w wielu bankach w przypadku MasterCard są stosowane bardzo niekorzystne tabele, a nawet sztuczki z podwójnym przewalutowaniem.

Trudno mi dać prostą odpowiedź które karty kredytowe są bardziej korzystne. Tłumaczenia na bankowych infoliniach są bardzo enigmatyczne. Banki strzegą wręcz szczegółów tych operacji enigmatycznie tłumacząc jakby robili przewalutowanie uznaniowo. 

Chyba najlepiej jak podzielicie się Państwo doświadczeniem w tej mierze. Jak pierwszy zakup w Euro nową kartą (MasterCard) będę dokonywać w styczniu wznawiając dostęp internetowy do jednego z narzędzi analitycznych. Wówczas podam czy na dobre wyszła mi ta zmiana banku z którego mam kartę kredytową.

#Visa #MasterCard #konto bankowe #karta płatnicza #karta kredytowa #karta debetowa

Karta kredytowa, karta debetowa


  
  Minęło półtora roku obowiązkowego przesyłania ewidencji zakupu i sprzedaży VAT w postaci pliku JPK VAT bezpośrednio na serwery Ministerstwa Finansów. Od lipca 2016 r. wysyłka ta dotyczyła firm dużych, a od 1 stycznia 2017 r. dołączyły do nich firmy małe i średnie. Teraz od 1 stycznia 2018 będzie dotyczyła wszystkich płatników VAT. Oczywiście wcześniej do sporządzenia takich plików kontrolnych mógł nas zobowiązać urząd kontrolny. Teraz wszyscy będziemy musieli przekazywać je co miesiąc.

  Przypomnijmy jeszcze raz definicję. JPK_VAT to zestaw informacji o zakupach i sprzedaży, który wynika z ewidencji VAT za dany okres rozliczeniowy, w postaci określonego pliku elektronicznego wysyłany jedynie w formie elektronicznej bezpośrednio na serwery Ministerstwa Finansów.
„JPK_VAT to nic innego, tylko dokładne dane, odzwierciedlające ewidencję zakupu i sprzedaży, którą do tej pory podatnicy mają prowadzić w formie papierowej bądź elektronicznej, aby złożyć prawidłową deklarację VAT. To przełożenie ewidencji na pewien schemat, który funkcjonuje wśród wszystkich podatników w jednolity sposób" -  wicedyrektor Departamentu Poboru Podatków w MF Zbigniew Wiliński.

  Obowiązek wysyłania ewidencji w postaci elektronicznej dotyczyć będzie w zasadzie wszystkich płatników VAT, nawet tych najmniejszych, bez względu na to czy zatrudniają pracowników. Wyjątkiem będą niektórzy rolnicy i nieliczne jednostki budżetowe. Od strony technicznej nie jest to problemem dla firm, które korzystają z usług księgowości zewnętrznej lub posiadają programy do prowadzenia księgowości w formie elektronicznej, wyposażone w bramki do elektronicznej wysyłki deklaracji i JPK oraz posiadają dostęp do internetu. Brak dostępu do internetu wyklucza możliwość przesyłania JPK_VAT na serwery Ministerstwa Finansów. Być może JPK i centralny rejestr faktur  CRF zastąpi konieczność składania deklaracji VAT. Praktycznie powinien zacząć funkcjonować od 26 lutego 2018 roku. Wówczas ministerstwo podejmie odpowiednie decyzje.

  Jednak w skali kraju musimy mieć świadomość, że nadal 25 % dostawców wystawia faktury ręcznie lub przy pomocy zwykłych edytorów tekstowych. Zaledwie 54 % firm ma automatyczne księgowanie faktur w systemie księgowości elektronicznej umożliwiające archiwizację i łatwe przetwarzanie oraz wysyłkę danych w postaci plików JPK.  Teraz w pierwszym rzędzie niektóre firmy będą musiały dostosować swoją księgowość do wymogów sprawozdawczości elektronicznej.

  Wraz z uruchomieniem centralnej ewidencji faktur wyjdzie na jaw szereg nieprawidłowości. Przede wszystkim błędy w danych dotyczących firm. Programy do księgowości powinny obligatoryjnie weryfikować dostawców online pod tym względem. W centralny rejestrze faktur zostaną z pewnością zweryfikowani czynni podatnicy VAT. Przypominam, że urzędy skarbowe mogły wykreślać z ewidencji podmioty gospodarcze bez powiadamiania ich o tym fakcie. Weryfikacja kontrahentów jest obowiązkiem nas, podatników.  
  Będzie również możliwość anulowania VAT-u należnego od faktur niezapłaconych. Zatory płatnicze pociągną za sobą korektę odliczeń wśród firm nie spłacających swoich zobowiązań. Skończy się moda na kredytowanie nieuczciwych płatników przez dostawców.

  Najbardziej boję się jak dużo jest na rynku przebierańców. Dostawców, którzy dokonują dostaw podszywając się pod istniejące firmy. Uważamy na kradzież tożsamości przy kredytach, czy innych operacjach głównie bankowych. Od lat wystawiamy faktury bez podpisu, a nawet bez pieczątki. Zapominamy przy tym o armii dawnych pracowników i nieuczciwej konkurencji, którzy mogą wystawiać faktury z płatnością gotówkową wykorzystując dane naszej firmy. Takich przypadków może być sporo. Państwo nie walczy z szarą strefą w tym zakresie, przerzucając na nas odpowiedzialność za skutki takich działań.
 Centralna ewidencja faktur to wychwyci, gorzej będzie z ich skorygowaniem.

  Zgodnie z zaleceniami jeżeli Ministerstwo Finansów wykryje błąd, przekaże informację o tym do należytego urzędu skarbowego w celu przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego. Ministerstwo złożyło obietnicę że system kontroli nie będzie zbyt opresyjny. Przynajmniej na początku.

   Centralny rejestr faktur ułatwi również szybsze wychwytywanie uporczywych dłużników. Przewiduje się od stycznia 2018 r. powstanie listy dłużników w Rejestrze Należności Publicznoprawnych (RNP). Będą w nim gromadzone wszelkie informacje dotyczące zaległości w płaceniu m.in. podatków, ceł, składek ZUS i mandatów. By trafić do takiego rejestru wystarczą zaległości powyżej 5 tyś złotych.

  Zaletą systemy przesyłania JPK VAT ma być skrócenie czasu zwrotu VAT u płatników którzy wykazują wyższy VAT do odliczeń. Nie przywiązywałbym za dużych wartości do tych słów bo takie działanie wpłynęłoby bezpośrednio na stan budżetu państwa co nie jest w jego interesie.

  Ewidencję sprzedaży i zakupów VAT w formie pliku JPK VAT będziemy przesyłać do 25 dnia miesiąca za miesiąc poprzedni. Czyli pierwsze JPK wyślemy do urzędu do 25 lutego za styczeń 2017. Jednak ministerstwo już przewiduje skrócenie tego terminu. Z pewnością nowa nowelizacji ustawy o VAT czeka nas w drugiej połowie 2018 roku gdy będzie już można ocenić jak zrealizowano te zmiany.



Patrz część 1 : http://www.zasadyogolne.info/2017/02/jednolity-plik-kontrolny-jpk-zmiany.html

#JPK #VAT #JPK_VAT #Jednolity Plik Kontrolny #podatki #księgowość #deklaracje podatkowe

JPK, część 2


Trudno nie zgodzić się z faktem, że prezes Kaczyński starannie dobiera swoich ministrów finansów. Zarówno Zyta Gilowska jak i  Mateusz Morawiecki wyróżniają się w historii najnowszej na tym stanowisku. Sprawny minister finansów pełniący funkcję wicepremiera uspokaja rynki kapitałowe i dobrze wpływa na gospodarkę państwa. A przecież ciężko być skutecznym ministrem finansów w rządzie stworzonym przez partię o poglądach populistycznych nastawioną na rozdawnictwo socjalne.

Wieloletnie zaciskanie pasa, walka o większą wydajność pracy przy zamrożeniu płac i świadczeń socjalnych dla wielu osób stało się już nie do zniesienia. To musiało doprowadzić do odrzucenia polityki liberalnej przez znaczącą część społeczeństwa. Ciężko tolerować pogłębiające się rozwarstwienie społeczne. Wzrost gospodarczy nie może być konsumowany jedynie przez klasę pracodawców. To droga donikąd. Polska potrzebowała impulsu do wzrostu płac i poziomu życia zwłaszcza, że spora część społeczeństwa brnęła w długach.

Dojście do władzy PiS było dla wielu rodzin ostatnią nadzieją na odzyskanie podmiotowości. Dotyczy to głównie tych, którzy nie potrafili odnaleźć się w przemianach ustrojowych związanych z wyjściem z czasów państwa opiekuńczego jakim był PRL. Ochrona najuboższych to wizytówka PR-owska tego rządu. Ludzie głosowali za pieniędzmi, które im obiecano. Program socjalny 500 plus,  jak i przywrócenie wieku emerytalnego to spore wyzwanie dla ministra finansów. Do tego dochodzi rozkręcona spirala oczekiwań społecznych co może wywołać niszczycielską lawinę, która odwróci elektorat od populistów.


Nie dziwi wiec, że od początku wicepremier Morawiecki wykonywał szereg działań chcąc pozyskać środki na pokrycie obietnic wyborczych swojej partii. Podatek bankowy, pakiet paliwowy, powołanie Krajowej Administracji Skarbowej i wprowadzenie Jednolitych Plików Kontrolnych przyniosło budżetowi państwa sporo dodatkowych wpływów. Dodatkowo program 500 plus stał się impulsem do wzrostu konsumpcji co pozytywnie wpłynęło na wzrost gospodarki. Teraz kolejnym programem realizowanym przez rząd jest przywrócenie wieku emerytalnego sprzed zmian wprowadzonych przez rządy PO i PSL.

Powód obniżenia wieku emerytalnego był oczywisty. Społeczeństwo żyje dłużej więc najłatwiej jest zerwać dotychczasową umowę społeczną i skrócić okres pobierania świadczeń emerytalnych podnosząc wiek w którym zaczną pobierać emerytury. Zwłaszcza, że tak robią rządy wielu krajów europejskich. Wicepremier Morawiecki "odkrył" antidotum na tę niewydolność systemu emerytalnego. Dobrą zmianę na miarę nagrody Nobla, jak to dość szybko określili ją politycy i ekonomiści.


Systemy emerytalne w wielu krajach są ciągle oparte o zasadę wymyśloną jeszcze przez Bismarcka. Zasada solidarności polegająca na wspieraniu świadczeniem emerytalnym osób starszych przez osoby czynne zawodowo. Jednak przyznawanie świadczeń emerytalnych 65-cio latkom było dobre 150 lat temu. Wówczas średnia długość życia wynosiła 41 lat dla mężczyzn i 43,5 dla kobiet. Dziś jest to ponad 70 lat. Problem ten nie dotyczy jedynie Polski.

Demografowie od lat biją na alarm. Ta bańka przypominająca system argentyński musi kiedyś pęknąć. W 1997 roku podczas rządów AWS podjęto próbę zreformowania systemu emerytalnego w Polsce. Wprowadzono kilka filarów finansowania przyszłych emerytur. W zależności od wieku ubezpieczonych wyodrębniono tych co będą ubezpieczeni na starych zasadach i tych co będą płacić co najmniej w dwu miejscach. Na kontach osobistych i w kapitałowych funduszach "dobrowolnych" tak zwanych OFE (Otwartych Funduszach Emerytalnych). Znacznie podniosło to koszty pracy co skończyło się masowym zatrudnianiem ludzi młodych na tak zwanych śmieciówkach lub wręcz na czarno. Do tego OFE miały tak wysokie koszty własne, że rokowania co do ich wypłacalności nie były zbyt optymistyczne. Doświadczenie z innych krajów, które wprowadziły ten system wyraźnie wskazywały, że nie są one wiarygodne. Z tego powodu, jak również z powodu narastającej dziury budżetowej znacjonalizowano składki na OFE przekazując je do ZUS.


 To dało jasny sygnał dla społeczeństwa. Utrata wiarygodności do państwa, które może w każdej chwili zabrać nam nasze oszczędności. Nic wiec dziwnego, że przywrócenie wieku emerytalnego dało efekt chęci jak najszybszego przejścia na jakąkolwiek emeryturę, nawet głodową, bo jak widać państwo nie radzi sobie z budżetem i finansami skoro zabiera składki z OFE.

Sytuacja w której młodzi ludzie od lat pracują na śmieciówkach nie odkładając pieniędzy na przyszłe emerytury jest kolejnym zagrożeniem dla przyszłości państwa. By wyjść z sytuacji patowej wicepremier Morawiecki postanowił wskrzesić stworzony przez AWS 20 lat temu tak zwany IV filar reformy emerytalnej czyli Ubezpieczeniowe Fundusze Kapitałowe. Minister dobrze zna te programy, gdyż swoją karierę polityczną zaczynał w AWS. Pan wicepremier od ponad roku porusza na różnych spotkaniach biznesowych pomysł na rozpropagowanie PPE (Pracowniczego Planu Emerytalnego) który początkowo miał być opłacany jedynie przez pracodawców. Ubezpieczenie na życie i dożycie jako forma świadczenia zbiorowego dla pracowników opłacanego przez firmę która go zatrudnia. Coś na wzór ubezpieczenia grupowego na życie. Z tą różnicą, że jak mówi wiceminister należy skończyć z "uporczywą dobrowolnością tego systemu". Czyli PPE jako nowy podatek płacony przez firmy. Rewolucja emerytalna zasługująca na nagrodę Nobla. 

 Niestety podobnie jak w przypadku podatku od supermarketów, lobby biznesowe dość szybko zaprotestowało przeciw nadmiernemu obciążaniu firm dodatkowymi kosztami. Pomysł na PPE przekształcono na PPK (Pracownicze Plany Kapitałowe), które mają ruszyć 1 stycznia 2019 roku. Będą one finansowane głównie przez pracowników z "dopłatą" państwową i pracodawcy. Oczywiście PPK mają po raz kolejny "uświadamiać" społeczeństwo do oszczędzania na przyszłe emerytury. Coś tak jak z każdą reformą przeprowadzaną przez dobrą zmianę. Niszczy się wszystko co było by budować po swojemu, na nowo. Najpierw zabiera się ludziom ich oszczędności z OFE by potem tworzyć OFE-bis pod inną nazwą PPK.

Zgodnie z nowymi założeniami do Pracowniczych Planów Kapitałowych przystąpią automatycznie wszyscy pracownicy, a część ich pensji będzie odkładana na przyszłe emerytury (oprócz tego co i tak płacą na ZUS). Rozważana jest możliwość by pracownicy mogli rezygnować z tego programu. Dla zachęty państwo dopłaci każdemu oszczędzającemu 250 zł na początek i 240 zł za każdy rok oszczędzania.



Pracownicy sami mają zadeklarować, ile chcą odkładać na przyszłość. Przewiduje się, że ma to być od 2 do 4 procent wynagrodzenia. Do oszczędności pracowników mają dorzucić się również pracodawcy. W ich przypadku minimalna składka wyniesie 1,5 % pensji pracownika, ale może wzrosnąć o kolejne 2,5 % w zależności od jego wieku i stażu pracy. Docelowo program ma dotyczyć około 11,5 mln pracujących Polaków. Od 1 stycznia 2019 roku mają do niego przystąpić obowiązkowo firmy zatrudniające ponad 250 osób.

To ma być rewolucja systemu emerytalnego na miarę nagrody Nobla!

Mnie zastanawiają jedna rzecz.
Skoro ten nowy system ma uzdrowić konający ZUS, którego dni są już policzone, to jak i kiedy zamierza się przetransferować pieniądze z PPK do ZUS by zagwarantować minimalne emerytury ludzi, którzy osiągną wiek emerytalny.
Przecież już oficjalnie mówi się, że wysokość składek na ZUS nie będzie miała żadnego wpływu na wysokość przyszłej emerytury. 
 Poza tym  czy ktoś z dziś rządzących wie skąd państwo będzie wypłacać świadczenia socjalne dla setek tysięcy ludzi, którzy dziś pracują na śmieciówkach lub na czarno nie odprowadzając żadnych składek na ubezpieczenia społeczne.
Samo korzystanie z 500 plus nie uprawnia do świadczeń emerytalnych.

#ZUS, #emerytury, #PPK, #fundusze kapitałowe, #Pracowniczy Plan Kapitałowy



Nagroda Nobla za emerytury. Pracownicze Plany Kapitałowe.


Do tej pory chcąc zapłacić należną składkę do ZUS musieliśmy to robić co najmniej trzema oddzielnymi przelewami. Do tego na każdym przelewie musieliśmy podawać NIP, numer REGON czy numer PESEL. To pozostałość po czasach kiedy takich wpłat dokonywaliśmy w placówkach pocztowych płacąc po kilka złotych za każdy blankiet przelewu. Przy okazji, nie wiadomo dlaczego, Poczta Polska przelewy podatkowe i do ZUS liczyła kilka razy drożej niż normalne przelewy. To był taki haracz obowiązkowy. Oczywiście płatności internetowe z naszych firmowych kont rozwiązały ten problem. W bankach najczęściej wszystkie płatności podatków i do ZUS można zrobić za darmo, na jednym poleceniu zapłaty z różnymi kontami.

źródło : www.zus.pl

 Mimo to i tak ZUS wszystkie nasze płatności wrzucał do jednego naszego konta osobistego, odhaczając wpłaty jak popadnie na osobne składowe.. Przekonałem się o tym gdy kiedyś płatność zrobiłem wcześniej, a ZUS zamiast zaksięgować moją wpłatę na "ubezpieczenia społeczne" zaksięgował na FP i FGŚP. W ten sposób miałem debet na jednym koncie a nadpłatę na drugim. Po roku oficjalnie ZUS straszył mnie komornikiem zamiast naprawić własny błąd w księgowaniu.
Teraz ma to się zmienić i od 1 stycznia 2018 roku będziemy mieć jedno konto osobiste na wszystkie składki wpłacane do ZUS.

źródło : www.zus.pl
Co ważne nie będziemy już musieli pamiętać o wpisywaniu w przelewach naszego NIP-u, REGONU czy numeru PESEL. Było to dość kłopotliwe ponieważ w niektórych bankach z uporem wpisywano nam REGON zamiast PESEL i trzeba było każdorazowo poprawiać. Teraz nasze osobiste konto zastąpi konieczność wpisywania szczegółowych informacji w każdym przelewie.

Musimy pamiętać, że zmiana następuje z dniem 1 stycznia! Płacąc wcześniej składki za grudzień 2017 musimy użyć dotychczasowych kont ZUS.

Nasze nowe indywidualne numery konta osobistego w ZUS dostaniemy, lub już dostaliśmy w formie listownej pocztą. Ci którzy nie dostaną mogą ustalić swój numer za pomocą profilu zaufanego na stronie internetowej Platformy Usług Elektronicznych ZUS (w zakładce „Płatnik”).

źródło : www.zus.pl

PAMIĘTAJ !

Jeżeli nie będziesz znać numeru swojego rachunku składkowego, w 2018 r. nie opłacisz składek. Dotychczasowe rachunki do wpłat będą zamknięte! 
Numer swojego osobistego rachunku składkowego otrzymasz również w Centrum Obsługi Telefonicznej ZUS (nr tel. 22 560 16 00). 


#składki ZUS #konto osobiste w ZUS #zmiany w ZUS

Zmiany w ZUS, konto osobiste


Moja litania 

Jaki jeszcze numer mi wytniesz
W którą ślepą skierujesz ulicę
Ile razy palce sobie przytnę
Nim się wreszcie klamki uchwycę
By otworzyć drzwi do twego serca
Które przeszło już tyle zawałów
Czy nikogo więcej nie obudzą
W twym imieniu oddane wystrzały

Nie pragnę wcale byś była wielka
Zbrojna po zęby od morza do morza
I nie chcę także by cię uważano
Za perłę świata i wybrankę Boga
Chcę tylko domu w twoich granicach
Bez lokatorów stukających w ściany
Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać
O sprawach które wszyscy znamy

Jakim ludziom jeszcze pozwolisz
By twym mózgiem byli i sumieniem
Kto z przyjaciół pokaże mi blachy
Kładąc rękę na moim ramieniu
Czy twój język nadal pozostanie
Arcyszyfrem nie do rozwiązania
Czy naprawdę zaczęłaś odpowiadać
Na najprostsze zadane pytania

Nie pragnę wcale byś była wielka
Zbrojna po zęby od morza do morza
I nie chcę także by cię uważano
Za perłę świata i wybrankę Boga
Chcę tylko domu w twoich granicach
Bez lokatorów stukających w ściany
Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać
O sprawach które wszyscy znamy

Ile razy swoją twarz ukryjesz
Za zasłoną flag i transparentów
Ile lat będziesz mi przypominać
Rozpędzony burzą wrak okrętu
Tą litanią się do ciebie modlę
Bardzo bliska jesteś i daleka
Ale jest coś takiego w tobie
Że pomimo wszystko wierzę czekam

Nie pragnę wcale byś była wielka
Zbrojna po zęby od morza do morza
I nie chcę także by cię uważano
Za perłę świata i wybrankę Boga
Chcę tylko domu w twoich granicach
Bez lokatorów stukających w ściany
Gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać
O sprawach które wszyscy znamy

Jaki jeszcze numer mi wytniesz
W którą ślepą skierujesz ulicę
Ile razy palce sobie przytnę
Nim się wreszcie klamki uchwycę
Jaki jeszcze numer mi wytniesz...
Słowa: Leszek Wójtowicz
Muzyka: Leszek Wójtowicz
Sukces ma wielu Ojców

W czasach PRL uczono nas, że o odzyskanie naszej niepodległości walczył sam Włodzimierz Lenin.
Marginalizowano rolę jaką Marszałek Józef Piłsudski odegrał w przywróceniu Polsce państwowości, a Europie należnego nam miejsca.
Gdy w 1980 roku Leszek Wójtowicz napisał i wyśpiewał nam  "Moją litanię" niejednemu z nas zakręciła się łezka w oku. To była pieśń nasz wszystkich celnie definiująca tamte czasy. W czasach, kiedy staniały łzy, Bo nas byle kto na siłę rozczulał. Czasy manifestu polskości.

Czy autor tych słów mógł przeczuwać,
że po 37 latach będą one nadal aktualne? Historia już nie raz doświadczyła nas, że niepodległość nie jest dana na zawsze.  Politycy prężą muskuły ogłaszając, że nasza armia w ciągu dwu lat stała się trzecią armią Europy. Bez uzbrojenia ale z dużym budżetem wydawanym Bóg wie na co. Jednocześnie lekarzom rezydentom poradzono by wyjechali z Polski bo rząd się sam wyleczy.
Jak niewielu dobrze pamięta te słowa.

A przecież chcieliśmy domu w Twoich granicach, a mamy wyjeżdżać.

Moja rodzina walczyła o Niepodległą. Brała udział w wojnie o ustalenie granicy wschodniej, a potem w nagrodę zwiedzała Syberię.

Nie żebym się skarżył...
Nie rozumiem jednak dlaczego współcześnie tak wyświechtano słowa patriotyzm, praworządność, demokracja.
Nigdy nie zgadzałem się z dyktaturą proletariatu tak jak dziś nie zgodzę się na dyktaturę oszukanego suwerena.

Młodzież straszy się wyimaginowanymi komuchami dzieląc społeczeństwo, wojsko, kościół. Bareizmy wiecznie żywe i co gorsza stosowane, jak ściganie Katarzyny Wielkiej za współpracę z politykami. Głupi elektorat to kupi.

Przerobienie kiboli na prawdziwych patriotów, powszechne rozdanie im broni automatycznej jest dalej posunięte niż najgorsze urojenia Stalina.

Skłócenie nas ze wszystkimi sąsiadami jest gorsze niż pakt Ribbentrop-Mołotow.

Jaki jeszcze numer mi wytniesz .....



Moja litania na 11 listopada


Poczta elektroniczna już dawno wyparła typową pocztę tradycyjną. Nawet kartek świątecznych do znajomych i rodziny wysyłamy coraz mniej. Dużo popularniejsze są SMS-y i MMS-y.
Za to w firmach do klientów najczęściej wysyłane są a-maile świąteczne.
W Europie to samo od wielu lat dotyczy urzędów.

Gdy dziesięć lat temu znajomy ze Szwecji sprzedał mi swój samochód było dla mnie szokiem, że całą operację przerejestrowania zrobił w kilka minut, poprzez internet, nie wstając od stołu przy którym siedzieliśmy. Dodam, że był wówczas w Polsce. Mnie to kosztowało cztery miesiące biegania po różnych urzędach. Sporo nerwów i pieniędzy. Nic nie dało tłumaczenie, że na stronie szwedzkiego urzędu komunikacyjnego od  dawna figuruję jako nowy właściciel auta. Potrzebne były tłumaczenia z języka szwedzkiego (łącznie z opisem druku) i wyjaśnianie dlaczego część dowodu rejestracyjnego służy dawnemu właścicielowi auta jako poświadczenie sprzedaży. Interweniowała ambasada Szwecji, pisma od tłumaczy, a pan urzędnik i tak nie chciał tego zrozumieć sugerując mi jakiś datek na zrozumienie. Oczywiście przesyłanie mailem dokumentacji było dla niego niepojęte.


Co ciekawe właśnie wówczas zaczęła wchodzić w życie ustawa o potwierdzaniu korespondencji elektronicznej podpisem zaufanym. Stopniowo pieczątki i podpisy na fakturach stawały się niepotrzebne a i e-deklaracje podatkowe nieśmiało i testowo wkraczały do niektórych urzędów. Pierwsze podpisy elektroniczne, to były podpisy kwalifikowane. To był ciekawy pomysł by pisma urzędowe były podpisywane za pomocą płatnego certyfikowanego klucza, który firmy uzyskiwały dzięki firmom prywatnym. Tak uzyskanym podpisem elektronicznym można było potwierdzać:
  • przesyłanie dokumentów do jednostek administracji publicznej      
  • podpisywanie umów zapisanych w formie elektronicznej     
  • składanie zleceń w niektórych aukcjach internetowych     
  • podpisywanie faktur elektronicznych     
  • uwierzytelnianie transakcji w banku
Wkrótce obok podpisu kwalifikowanego pojawił się darmowy podpis zaufany, a do wielu z powyższych operacji już nie wymaga się podpisu. Nawet e-faktura nie wymaga już pieczątki i podpisu. Niepotrzebne jest nawet oświadczenie odbiorcy faktury uprawniające do odbioru takich faktur. Jest domniemanie, że odbiorca toleruje tę formę. Właściwie zapłata należności za fakturę jest niemym przyjęciem umowy na wystawianie e-faktury. Deklaracje i zeznania podatkowe wysyłane drogą elektroniczną do urzędu skarbowego są podpisywane danymi. W bankach internetowych konta są zakładane przez internet, potem dane z dowodu potwierdza listonosz. Podobnie jest ze zmianą umów na dostawę prądu, gazu czy z operatorami telekomunikacyjnymi.
Dopiero przy zakładaniu firmy dobrze jest posiadać profil zaufany by mieć dostęp do elektronicznej poczty podawczej.


Gdzie można założyć profil zaufany i co on daje?
Początkowo profil zaufany zakładało się jedynie w dwóch etapach. W internecie dokonywaliśmy rejestracji, na stronie, na przykład ePUAP, a potem potwierdzało się dane w jednym z urzędów: urząd miasta, gminy, ZUS lub Urząd Skarbowy. Od kilku lat do punktów potwierdzających profil zaufany dołączyły banki.
Obecnie wystarczy posiadać konto w banku internetowym, by bez wychodzenia z domu, dzięki internetowi, zarejestrować się na stronie - pz.gov.pl . Tam bardzo szybko uzyskamy profil zaufany.

Dzięki profilowi zaufanemu możemy korzystać z setek usług online na wielu portalach urzędowych. Takimi portalami są między innymi:  
  • Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej (ePUAP) — na przykład złożysz tu wniosek o dowód osobisty, uzyskasz odpisy aktów, zgłosisz urodzenie dziecka, rozliczysz podatki, pobierzesz zaświadczenie o niekaralności, złożysz wniosek o kartę EKUZ,
  •  Platforma Usług Elektronicznych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (PUE ZUS) — na przykład możesz tu umówić się na wizytę w placówce ZUS, wysłać wnioski, sprawdzać swoje zwolnienia lekarskie, sprawdzić, czy pracodawca zgłosił cię do ubezpieczeń,
  • Centralna Ewidencja Działalności Gospodarczej (CEIDG) — na przykład możesz tu założyć firmę, wznowić lub zawiesić działalność gospodarczą, uzyskać dane osób, które prowadzą firmy w Polsce.

Również z serwisu OBYWATEL.GOV.PL korzystamy przy pomocy profilu zaufanego. Dzięki temu potwierdzamy, kim jesteśmy. Za pomocą profilu zaufanego możemy sprawdzić:
  • swoje punkty karne,     
  • swoje dane w Rejestrze Dowodów Osobistych,     
  • czy nasz dowód jest unieważniony,     
  • jakie są nasze dane w rejestrze PESEL.
Przykładowo mowę z miastem na wywóz nieczystości z naszej posesji można podpisać i wysłać dzięki profilowi zaufanemu.

Dla osób prowadzących działalność gospodarczą profil zaufany jest podstawowym narzędziem dostępu do elektronicznego punktu podawczego. Dzięki niemu otwieramy działalność gospodarczą, dokonujemy zmian w naszym wpisie do ewidencji działalności gospodarczej. Profilem zaufanym informujemy urzędy o zawieszeniu lub likwidacji działalności gospodarczej, zmianie dowodu osobistego, adresu, numeru telefonu, konta bankowego itp.


 Dzięki profilowi zaufanemu korzystamy z platformy PUE ZUS. Tam możemy łatwo złożyć odpowiednie deklaracje, sprawdzić stan naszego konta, nanosić zmiany.
O ile większość programów do księgowania posiada bramki do wysyłania deklaracji podatkowych do stosownych urzędów skarbowych to wszystko wskazuje na to, że JPK VAT będziemy wysyłać również dzięki profilowi zaufanemu. 
Do tej pory mogliśmy wybierać miedzy elektroniczną a alternatywną papierową formą dokumentów wysyłanych tradycyjną pocztą. JPK VAT jest pierwszym ustawowo określonym wyłącznie elektronicznym plikiem wysyłanym tylko pocztą elektroniczną.  

O zastąpieniu wydziałów komunikacji wydziałami internetowymi na razie nie słychać. Większość rodaków po prostu kocha biurokrację i armię nikomu niepotrzebnych urzędników.

#JPK VAT, #profil zaufany, #CEIDG, #ePUAP, #PUE ZUS

ePUAP. Elektroniczna skrzynka podawcza. Jak zdobyć dostęp?