Obsługiwane przez usługę Blogger.

Latami będą uczyć się dzieci w polskich szkołach tym jak skutecznie zniszczono w ostatnich latach polską gospodarkę. Zwłaszcza stadniny koni, armię, Puszczę Białowieską, szkolnictwo, służbę zdrowia, praworządność. Przyzwyczailiśmy się do tego, że rząd populistów spartaczy wszystko czego się dotknie i jedyne co może zaoferować polakom do 500 zł na dzieci by ich przekupić by nadal na nich głosowali. Dodajmy 500 zł z naszych podatków.
Z polskim grafenem wydawać się może, że jest podobnie, chociaż można w tym zaobserwować pewne prawidłowości jakie występowały jeszcze w czasach PRL-u.

Grafen

Grafen to płaska struktura złożona z atomów węgla. Tworzy je siatka sześciokątnych połączeń wyglądająca jak plaster miodu. Ponieważ jego grubość jest jednego atomu to jest najcieńsza powłoka przypominająca folię, która jednocześnie posiadająca niezwykłe właściwości mechaniczne i elektryczne. W teorii grafen powstał 1947 roku. Jednak przełom nastąpił dopiero w 2004 roku, gdy odkryto unikatowe właściwości grafenu. W 2010 roku nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki przyznano naukowcom z uniwersytetu w Manchesterze za badania nad pozyskaniem grafenu. Jednak pozyskanie grafenu udało się dopiero Polakom w 2011 roku. Na Uniwersytecie Warszawskim opracowano technologię pozyskiwania dużych fragmentów grafenu o najlepszej jakości. Polscy naukowcy jako pierwszy na świecie pokazali, że grafen może być pozyskiwany i wykorzystywany w przemyśle.

Urządzenie do produkcji grafenu

W 2015 roku na Politechnice Łódzkiej zaprezentowano urządzenie do produkcji grafenu z fazy ciekłej, które pozwala na wytwarzanie wielkopowierzchniowych płatów grafenowych o właściwościach bliskich teoretycznym. Produkt i metodę pozyskiwania grafenu opatentowano. Pan Duda startując na fotel prezydenta określił się mecenasem tej innowacji technologicznej i zaraz po wygraniu wyborów o sprawie zapomniano. Sprawą produkcji grafenu zajął się Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME), a od strony komercyjnej Advanced Graphene Products Sp. z o.o. z siedzibą w Nowym Kisielinie niedaleko Zielonej Góry. Na ich stronie znajduje się nawet sklep, w którym oferowany jest grafen.

Linia do produkcji grafenu

Za główne uruchomienie produkcji odpowiadał państwowy Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME). Ich taśma produkcyjna miała ruszyć kilka lat temu, ale ostatni termin uruchomienia produkcji to ma być w 2020 roku. Uruchamianie nowej produkcji jest jak wyścig z czasem. Konkurencja nie śpi, a kto będzie pierwszy odniesie pełen sukces. W sprawie grafenu zmarnowano już pięć lat. Głównie na obsadzanie stanowisk i wymianę poprzedniej ekipy, która miała już gotowe urządzenie. Ta niezrozumiała zwłoka  wynika z asekuracji i typowego partyjniactwa w procesach gospodarczych. Jak stadninę koni, sądy i wojsko władza nie ruszy palcem póki nie obstawi swoimi wszystkie stanowiska przynoszące profity, nawet za cenę zniszczenia projektu.
Niestety Misiewicze w nowej ekipie nie potrafią uruchomić urządzeń nowej technologii. Nie ma co się dziwić skoro nie potrafią nawet jeździć samochodami w ABW trudno by potrafili produkować grafen. Za to jak podają zwolnieni pracownicy obecna władza chętnie współpracuje z Chińczykami. I to oni zapewne uruchomią niebawem produkcję polskiego grafenu.


Mierni, ale wierni

Opieszałość we wdrożeniu produkcji wynika nie tylko z braku kompetencji osób, którymi politycy postanowili obsadzić zarząd Instytutu. Państwo Polskie nie uruchomiło środków na wdrożenie technologi, która była już gotowa 5 lat temu. Dopiero teraz przed kolejnymi wyborami pojawia się zainteresowanie ciągle nie uruchomioną produkcją. Niestety wrzutka piątka plus skutecznie po raz kolejny zniszczyła polski grafen.
Ile polska na tym straciła? Pewnie dużo więcej niż pieniądze rozdawane na prezenty socjalne.

Problem z podejmowaniem decyzji gospodarczych

Problem z podejmowaniem odważnych decyzji gospodarczych był od dziesiątków lat naszym problemem narodowym. Już w czasach PRL-u na deskach kreślarskich naszych inżynierów powstawały nowatorskie projekty nowoczesnych samochodów, traktorów, czy samolotów. Nigdy nie były one wdrożone. Polacy nie potrafią zarabiać na swoich pomysłach. Przyczyna była prosta. Żaden polityk nie miał na tyle odwagi by wspierać innowacje. Twórcy nowych technologii nie mogli doprosić się o dofinansowanie swoich projektów. Partyjnym decydentom łatwiej było kupić przestarzałą konstrukcję Fiata, czy calowy traktor Fergusona niż zaufać polskim konstruktorom. Tak było w czasach socjalistycznej gospodarki planowej. Można mieć wrażenie, że w tym zakresie zmiana ustroju państwa nic nie dała. Dla polityków jedynym celem jest dostanie się do władzy i utrzymanie dobrze opłacanych stołków jak najdłużej. Wspieranie polskiej przedsiębiorczości nie leży w ich interesie. Lepiej zbudować montownię części produkowanych w Chinach niż ponosić niepotrzebne ryzyko, za które można stracić stanowisko, a nawet trafić do więzienia za spreparowane kwity. Nowa władza zawsze z powodów propagandowych szuka winnych w przedniej ekipie. Przyczepić się można zawsze do jakiejś bzdury.

Menadżer czy likwidator?

Tak jak w okresie PRL-u obecne rządy niczym się nie różnią od skostniałych komuchów zajmujących decyzyjne stanowiska. Wszystko z powodu odpowiedzialności za decyzje. Dla partii jedyna szansa by się zainteresować się innowacją to obsadzić projekt swoimi by wyciągnąć dla swoich jak najwięcej się da. To przypomina likwidatorów zakładów przemysłowych w latach dziewięćdziesiątych. Zostali powoływani na stanowiska menadżerskie by bez żadnej odpowiedzialności zniszczyć zakład, który potem zostanie obcemu kapitałowi sprzedany za grosze. Teraz mamy przykłady niszczenia innowacji technologicznych w majestacie poprawności politycznej i wierności partyjnej.

 

Gospodarka sterowana z Nowogrodzkiej

Oczywiście byłoby to niemożliwe, gdyby władza nie uzurpowała sobie prawa do zawłaszczania wszystkiego. Niestety takie podejście cechuje gospodarkę liberalną. PiS jest tego przeciwieństwem. Oni wychodzą z założenia, że mają prawo przejąć wszystko. Od sądów, po przedsiębiorstwa i to nie tylko państwowe. Tak jak to było w PRL-u.

Sposób przejęcia świetnie funkcjonujących stadniny koni jest modelowym przykładem zawłaszczania dobrze prosperujących firm. Obstawia się wszystkie stanowiska swoimi. Od sprzątaczki po dyrektora. Wprowadza się komisję śledczą szukającą haki na poprzednich pracowników. Doprowadza firmę doi ruiny. Patrz: Polityka i biznes.

Zachodzi pytanie dlaczego, skoro ma się na sztandarach hasła patriotyczne?
Powód jest prosty. Tylko nasi mogą zarabiać pieniądze. Inni nie mają prawa normalnie żyć.
To zasada przeniesiona do nas z Rosji. Tam tylko wybrańcy mogą prowadzić firmy.
Tylko że do tego trzeba mieć wykształconą kadrę, a nie grupkę ludzi, którzy nawet nie potrafią prowadzić samochodów rządowych.



Nano Carbon, czyli jak politycznie zarobić na grafenie

PiS planował skutecznie zarobić na grafenie. Finansowo i wizerunkowo. Grafenem miała się zająć firma Nano Carbon powołana przez Polską Grupę Zbrojeniową. Dlatego zaraz po jej powołaniu pod koniec 2017 roku zaczęto demontować Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME). Wyrzucono z pracy dyrektora, który był ojcem polskiego grafenu. Usiłowano jak stadninę koni w Janowie Podlaskim dać w ręce osób niekompetentnych, ale swoich. W imię sprawdzonej metody nie matura lecz chęć szczera ...

Projekt oczywiście nie mógł zacząć funkcjonować. Barierą były finanse i brak kompetencji. W styczniu tego roku doszło do pierwszych aresztowań w PGZ i już chyba całkowicie zrezygnowano z pomysł stworzenia spółki Nano Carbon. Równolegle by zatuszować aferę z Nano Carbon, Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło śledztwo zmierzające do wyjaśnienia nieprawidłowości i nadużyć przy "umowach dzierżawy pomieszczeń i urządzeń produkcyjnych" przez Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych. Zadaniem śledczych jest skompromitowanie za wszelką cenę byłego dyrektora Instytutu.
Produkcji polskiego grafenu jak nie było tak nie ma, ale politycy nadal trwają przy władzy.


#grafen #polityka i biznes #nowe technologie #innowacje

Innowacje w Polsce. Grafen


Latami będą uczyć się dzieci w polskich szkołach tym jak skutecznie zniszczono w ostatnich latach polską gospodarkę. Zwłaszcza stadniny koni, armię, Puszczę Białowieską, szkolnictwo, służbę zdrowia, praworządność. Przyzwyczailiśmy się do tego, że rząd populistów spartaczy wszystko czego się dotknie i jedyne co może zaoferować polakom do 500 zł na dzieci by ich przekupić by nadal na nich głosowali. Dodajmy 500 zł z naszych podatków.
Z polskim grafenem wydawać się może, że jest podobnie, chociaż można w tym zaobserwować pewne prawidłowości jakie występowały jeszcze w czasach PRL-u.

Grafen

Grafen to płaska struktura złożona z atomów węgla. Tworzy je siatka sześciokątnych połączeń wyglądająca jak plaster miodu. Ponieważ jego grubość jest jednego atomu to jest najcieńsza powłoka przypominająca folię, która jednocześnie posiadająca niezwykłe właściwości mechaniczne i elektryczne. W teorii grafen powstał 1947 roku. Jednak przełom nastąpił dopiero w 2004 roku, gdy odkryto unikatowe właściwości grafenu. W 2010 roku nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki przyznano naukowcom z uniwersytetu w Manchesterze za badania nad pozyskaniem grafenu. Jednak pozyskanie grafenu udało się dopiero Polakom w 2011 roku. Na Uniwersytecie Warszawskim opracowano technologię pozyskiwania dużych fragmentów grafenu o najlepszej jakości. Polscy naukowcy jako pierwszy na świecie pokazali, że grafen może być pozyskiwany i wykorzystywany w przemyśle.

Urządzenie do produkcji grafenu

W 2015 roku na Politechnice Łódzkiej zaprezentowano urządzenie do produkcji grafenu z fazy ciekłej, które pozwala na wytwarzanie wielkopowierzchniowych płatów grafenowych o właściwościach bliskich teoretycznym. Produkt i metodę pozyskiwania grafenu opatentowano. Pan Duda startując na fotel prezydenta określił się mecenasem tej innowacji technologicznej i zaraz po wygraniu wyborów o sprawie zapomniano. Sprawą produkcji grafenu zajął się Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME), a od strony komercyjnej Advanced Graphene Products Sp. z o.o. z siedzibą w Nowym Kisielinie niedaleko Zielonej Góry. Na ich stronie znajduje się nawet sklep, w którym oferowany jest grafen.

Linia do produkcji grafenu

Za główne uruchomienie produkcji odpowiadał państwowy Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME). Ich taśma produkcyjna miała ruszyć kilka lat temu, ale ostatni termin uruchomienia produkcji to ma być w 2020 roku. Uruchamianie nowej produkcji jest jak wyścig z czasem. Konkurencja nie śpi, a kto będzie pierwszy odniesie pełen sukces. W sprawie grafenu zmarnowano już pięć lat. Głównie na obsadzanie stanowisk i wymianę poprzedniej ekipy, która miała już gotowe urządzenie. Ta niezrozumiała zwłoka  wynika z asekuracji i typowego partyjniactwa w procesach gospodarczych. Jak stadninę koni, sądy i wojsko władza nie ruszy palcem póki nie obstawi swoimi wszystkie stanowiska przynoszące profity, nawet za cenę zniszczenia projektu.
Niestety Misiewicze w nowej ekipie nie potrafią uruchomić urządzeń nowej technologii. Nie ma co się dziwić skoro nie potrafią nawet jeździć samochodami w ABW trudno by potrafili produkować grafen. Za to jak podają zwolnieni pracownicy obecna władza chętnie współpracuje z Chińczykami. I to oni zapewne uruchomią niebawem produkcję polskiego grafenu.


Mierni, ale wierni

Opieszałość we wdrożeniu produkcji wynika nie tylko z braku kompetencji osób, którymi politycy postanowili obsadzić zarząd Instytutu. Państwo Polskie nie uruchomiło środków na wdrożenie technologi, która była już gotowa 5 lat temu. Dopiero teraz przed kolejnymi wyborami pojawia się zainteresowanie ciągle nie uruchomioną produkcją. Niestety wrzutka piątka plus skutecznie po raz kolejny zniszczyła polski grafen.
Ile polska na tym straciła? Pewnie dużo więcej niż pieniądze rozdawane na prezenty socjalne.

Problem z podejmowaniem decyzji gospodarczych

Problem z podejmowaniem odważnych decyzji gospodarczych był od dziesiątków lat naszym problemem narodowym. Już w czasach PRL-u na deskach kreślarskich naszych inżynierów powstawały nowatorskie projekty nowoczesnych samochodów, traktorów, czy samolotów. Nigdy nie były one wdrożone. Polacy nie potrafią zarabiać na swoich pomysłach. Przyczyna była prosta. Żaden polityk nie miał na tyle odwagi by wspierać innowacje. Twórcy nowych technologii nie mogli doprosić się o dofinansowanie swoich projektów. Partyjnym decydentom łatwiej było kupić przestarzałą konstrukcję Fiata, czy calowy traktor Fergusona niż zaufać polskim konstruktorom. Tak było w czasach socjalistycznej gospodarki planowej. Można mieć wrażenie, że w tym zakresie zmiana ustroju państwa nic nie dała. Dla polityków jedynym celem jest dostanie się do władzy i utrzymanie dobrze opłacanych stołków jak najdłużej. Wspieranie polskiej przedsiębiorczości nie leży w ich interesie. Lepiej zbudować montownię części produkowanych w Chinach niż ponosić niepotrzebne ryzyko, za które można stracić stanowisko, a nawet trafić do więzienia za spreparowane kwity. Nowa władza zawsze z powodów propagandowych szuka winnych w przedniej ekipie. Przyczepić się można zawsze do jakiejś bzdury.

Menadżer czy likwidator?

Tak jak w okresie PRL-u obecne rządy niczym się nie różnią od skostniałych komuchów zajmujących decyzyjne stanowiska. Wszystko z powodu odpowiedzialności za decyzje. Dla partii jedyna szansa by się zainteresować się innowacją to obsadzić projekt swoimi by wyciągnąć dla swoich jak najwięcej się da. To przypomina likwidatorów zakładów przemysłowych w latach dziewięćdziesiątych. Zostali powoływani na stanowiska menadżerskie by bez żadnej odpowiedzialności zniszczyć zakład, który potem zostanie obcemu kapitałowi sprzedany za grosze. Teraz mamy przykłady niszczenia innowacji technologicznych w majestacie poprawności politycznej i wierności partyjnej.

 

Gospodarka sterowana z Nowogrodzkiej

Oczywiście byłoby to niemożliwe, gdyby władza nie uzurpowała sobie prawa do zawłaszczania wszystkiego. Niestety takie podejście cechuje gospodarkę liberalną. PiS jest tego przeciwieństwem. Oni wychodzą z założenia, że mają prawo przejąć wszystko. Od sądów, po przedsiębiorstwa i to nie tylko państwowe. Tak jak to było w PRL-u.

Sposób przejęcia świetnie funkcjonujących stadniny koni jest modelowym przykładem zawłaszczania dobrze prosperujących firm. Obstawia się wszystkie stanowiska swoimi. Od sprzątaczki po dyrektora. Wprowadza się komisję śledczą szukającą haki na poprzednich pracowników. Doprowadza firmę doi ruiny. Patrz: Polityka i biznes.

Zachodzi pytanie dlaczego, skoro ma się na sztandarach hasła patriotyczne?
Powód jest prosty. Tylko nasi mogą zarabiać pieniądze. Inni nie mają prawa normalnie żyć.
To zasada przeniesiona do nas z Rosji. Tam tylko wybrańcy mogą prowadzić firmy.
Tylko że do tego trzeba mieć wykształconą kadrę, a nie grupkę ludzi, którzy nawet nie potrafią prowadzić samochodów rządowych.



Nano Carbon, czyli jak politycznie zarobić na grafenie

PiS planował skutecznie zarobić na grafenie. Finansowo i wizerunkowo. Grafenem miała się zająć firma Nano Carbon powołana przez Polską Grupę Zbrojeniową. Dlatego zaraz po jej powołaniu pod koniec 2017 roku zaczęto demontować Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych (ITME). Wyrzucono z pracy dyrektora, który był ojcem polskiego grafenu. Usiłowano jak stadninę koni w Janowie Podlaskim dać w ręce osób niekompetentnych, ale swoich. W imię sprawdzonej metody nie matura lecz chęć szczera ...

Projekt oczywiście nie mógł zacząć funkcjonować. Barierą były finanse i brak kompetencji. W styczniu tego roku doszło do pierwszych aresztowań w PGZ i już chyba całkowicie zrezygnowano z pomysł stworzenia spółki Nano Carbon. Równolegle by zatuszować aferę z Nano Carbon, Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło śledztwo zmierzające do wyjaśnienia nieprawidłowości i nadużyć przy "umowach dzierżawy pomieszczeń i urządzeń produkcyjnych" przez Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych. Zadaniem śledczych jest skompromitowanie za wszelką cenę byłego dyrektora Instytutu.
Produkcji polskiego grafenu jak nie było tak nie ma, ale politycy nadal trwają przy władzy.


#grafen #polityka i biznes #nowe technologie #innowacje

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza